Wywiady

Powrót
20.12.2019

HYDROFORUM 2019 – w zdrowych proporcjach o kluczowych problemach

Rozmawiamy z dr. Januszem Stellerem, głównym specjalistą w Ośrodku Hydrodynamiki Instytutu Maszyn Przepływowych PAN i prezesem Zarządu Towarzystwa Elektrowni Wodnych

Program konferencji podzielono na kilka sesji tematycznych. Który z tematów zdominował tegoroczne obrady?

Podczas tegorocznej konferencji udało się zachować zdrowe proporcje między wystąpieniami dotyczącymi z jednej strony stanu i perspektyw rozwojowych energetyki wodnej oraz jej otoczenia prawno-ekonomicznego, a z drugiej – zagadnień technicznych i prac badawczych oraz badawczo-rozwojowych. Trudno więc wskazać temat rzeczywiście dominujący. Najlepszym kandydatem są zagadnienia związane z infrastrukturą hydrotechniczną i towarzyszącymi jej urządzeniami. Tematyce tej poświęcono sesje III i V, podczas których wygłoszono w sumie 10 referatów. Trzy z nich dotyczyły przepławek dla ryb, co jest kolejnym dowodem na to, jak wielką wagę środowisko energetyków wodnych przywiązuje do spraw ochrony środowiska.

Uzyskana równowaga tematyczna jest dla organizatorów powodem do satysfakcji, gdyż osiągnięcie takich właśnie proporcji było naszym celem i odpowiedzią na autentyczną potrzebę szerokiej wymiany informacji, doświadczeń, opinii i poglądów.

W tej sytuacji uzyskanie dobrego zestawu wystąpień konferencyjnych należy traktować, jako szansę na przyciągnięcie dużej liczby uczestników w latach następnych i dalszego podnoszenia jakości wydarzenia. Chcemy, by siłą przyciągającą były w pierwszym rzędzie nie profity związane z oceną pracowniczą, lecz autentyczna wartość, jaką niesie ze sobą dobra komunikacja w ramach środowiska zawodowego.

Jedna z sesji poświęcona była stanowi, trendom i perspektywom rozwojowym energetyki wodnej. Jak uczestnicy ocenili stan, jakie trendy i perspektywy wskazali jako najważniejsze?

Próbą oceny sytuacji w Polsce i regionie był referat inauguracyjny, który miałem przyjemność przygotować wspólnie z prezeską Towarzystwa Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, Ewą Malicką. Wydaje się, że najtrudniejszy czas zastoju, a nawet regresu hydroenergetyki krajowej mamy już za sobą. Pojawiły się oznaki ożywienia: przeprowadzono szereg aukcji, zabezpieczono interesy najmniejszych elektrowni (z perspektywą podwyższenia progu z 1 MW do 2,5 MW), determinację rozwoju śródlądowych dróg żeglugowych i stopni piętrzących wraz z budowanymi przy nich elektrowniami wodnymi wykazuje Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, o czym informowała dyrektor Departamentu Gospodarki Wodnej i Żeglugi Śródlądowej, Monika Niemiec-Butryn. W tym kontekście warto wspomnieć o docierających półoficjalnie, ze strony niektórych korporacji energetycznych, informacjach o zainteresowaniu powrotem do programu budowy elektrowni pompowo-szczytowych.

Z drugiej strony „pierwsza jaskółka wiosny nie czyni”. Sytuacja sektora jest wciąż znacznie gorsza niż na początku dekady i nadal niepewna. W bieżącym roku po raz trzeci z rzędu spadała moc instalowana w krajowych małych elektrowniach wodnych. Nie trzeba tłumaczyć, co to oznacza z perspektywy prywatnych właścicieli tych obiektów. Należy też dodać, że wszystkie mechanizmy wsparcia dla małej energetyki wodnej są ograniczone w czasie i brak zapewnienia trwałej rentowności może spędzać ich właścicielom sen z oczu. Tych spraw dotyczyło wystąpienie wieloletniego prezesa TRMEW, Bogusława Kuby Puchowskiego.

Po dziesiątkach lat zaniedbań, a nawet zupełnie świadomego marginalizowania zarówno energetyki, jak i gospodarki wodnej, w Polsce odczuwa się niedostatek wysokokwalifikowanych, doświadczonych specjalistów. Ubytki dotyczą nie tylko kadry, ale również infrastruktury badawczej i badawczo-rozwojowej. Dość przypomnieć niedawną likwidację jedynego w Polsce uczelnianego laboratorium ze stanowiskami do badań modelowych turbin wodnych, czy też los największego w kraju laboratorium hydraulicznych badań modelowych budowli hydrotechnicznych we Włocławku. Okoliczności te zdecydowanie utrudniają wyjście ze stagnacji. Zwłaszcza w oparciu o rodzimą myśl techniczną.

Trudna sytuacja energetyki wodnej dotyczy nie tylko Polski. Rozwój sektora został praktycznie całkowicie zablokowany na Litwie. Nawet kosztem rezygnacji z żeglugi śródlądowej i degradacji koryta Niemna poniżej stopnia w Kownie. Pierwszym działaniom zmierzającym do likwidacji starych, niekiedy historycznych, budowli piętrzących na Litwie i w Estonii poświęcone było wystąpienie dr. Egidijusa Kasiulisa z kowieńskiej filii Uniwersytetu Witolda Wielkiego.

Wyraźnemu pogorszeniu uległa też sytuacja energetyki wodnej w Rumunii i na Słowacji. W obu przypadkach istotne znaczenie miała implementacja Ramowej Dyrektywy Wodnej. Pod naciskiem słowackich organizacji proekologicznych 6-krotnie zmniejszono tu liczbę lokalizacji przeznaczonych do zagospodarowania. W najnowszej wersji „Koncepcji wykorzystania potencjału hydroenergetycznego” nie ma też mowy o planowanych wcześniej dużych elektrowniach wodnych. W Rumunii – mimo ogłoszonych planów budowy kolejnych elektrowni wodnych - inwestycje w sektorze publicznym ograniczają się ostatnio do modernizacji. Odczuwa się niechęć do zwiększania udziału OZE w bilansie energetycznym kraju ponad przyjęte wcześniej zobowiązania. Poważną przeszkodą dla inwestowania w stopnie niskospadowe są też narzucone opłaty za użytkowanie wody. Poza tym nie jest jasna sprawa wdrożenia nowego mechanizmu wsparcia dla małych elektrowni wodnych.

Nie ulega wątpliwości, że krajem zdecydowanym na rozwój mocy wytwórczych i regulacyjnych w energetyce wodnej jest dziś Ukraina. Dzięki budowie Dniestrzańskiej Elektrowni Pompowo-Szczytowej, już niebawem Ukraina stanie się regionalnym liderem w energetyce pompowej. Jak wynika z referatu przedstawicieli Ukrhydroprojektu, przyjęty niedawno Program Rozwoju Energetyki Wodnej Ukrainy przewiduje do roku 2026 wzrost mocy zainstalowanej w hydroenergetyce ukraińskiej o około 50 % - prawie do poziomu 9,8 GW. Tym samym udział energetyki wodnej w mocy instalowanej kraju powinien wzrosnąć do około 15 %. Nie zamierzam wypowiadać się, na ile te ambitne plany są realne w świetle dzisiejszych trudności ekonomicznych kraju. Cele zostały jednak wytyczone jednoznacznie.

Politykę wzrostu wykorzystania własnego potencjału hydroenergetycznego przyjęła również Białoruś. Chociaż polityka ta jest konsekwentnie wdrażana, to możliwości wzrostu są tu ograniczone niewielkim potencjałem hydroenergetycznym kraju.

Jak uczestnicy konferencji ocenili otoczenie prawne i ekonomiczne energetyki wodnej?

Korzystnym zjawiskiem ostatnich lat jest dialog, jaki w niektórych przypadkach został nawiązany przez władze centralne z przedstawicielami energetyki wodnej. Kanały tego dialogu są dość wątłe, ale już doprowadziły do korzystnych dla sektora MEW zmian w Ustawie o OZE. Raportowała o tym prezeska Zarządu TRMEW w trakcie pierwszej sesji. Korzystnie należy też ocenić powołanie i działalność Grupy Roboczej ds. Energetyki Wodnej przy Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Grupie przewodniczy wspomniana wcześniej dyrektor Departamentu Gospodarki Wodnej i Żeglugi Śródlądowej, Monika Niemiec-Butryn.

Obawy budzi utrata dotychczasowej formy wsparcia przez blisko 400 małych elektrowni wodnych w roku 2020 i praktyczna strona przejścia do systemu FiT/FiP. Z całą pewnością nie skorzystają z tej możliwości elektrownie o mocy powyżej 2,5 MW. Przy wciąż wysokich obciążeniach fiskalnych i rzeczowych związanych zwłaszcza z utrzymaniem wielozadaniowych stopni wodnych część z nich znajdzie się zapewne w trudnej sytuacji.

W czym uczestnicy debaty panelowej upatrują szans dla energetyki wodnej?

Przedmiotem debaty było miejsce energetyki wodnej w dokumentach strategicznych Polski i innych krajów regionu. W naszym kraju dokumentem takim jest przede wszystkim projekt Polityki Energetycznej Polski do roku 2040, gdzie energetyce wodnej pozostawiono miejsce szczątkowe. Zupełnie odmiennie sytuacja przedstawia się na Ukrainie, gdzie energetyka wodna zajmuje nadzwyczaj ważne miejsce w przyjętej Strategii Energetycznej Ukrainy do roku 2035. Przy czym chodzi tu w dużej mierze o zdecydowana rozbudowę mocy regulacyjnych systemu energetycznego – z jednej strony do współpracy z istniejącymi elektrowniami cieplnymi (klasycznymi i jądrowymi), z drugiej do kompensacji fluktuacji parametrów sieciowych wprowadzanych przez rozwijane stopniowo niestabilne źródła energii. Z tego powodu do debaty zaproszono też przedstawicieli prezydium stowarzyszenia „Hydroenergetyka Ukrainy” – prezesa Semena Potasznika i pierwszego wiceprezesa, Jurija Bondarenkę. Obaj brali udział w opracowywaniu wspomnianych wyżej dokumentów ukraińskich. Niestety, ograniczenia czasowe uniemożliwiły konfrontację założeń dokumentów wypracowanych w Polsce i na Ukrainie.

Wracając do sytuacji w Polsce, wszyscy polscy paneliści byli zgodni, że istotną szansą rozwoju energetyki wodnej są projekty wielozadaniowe zorientowane przede wszystkim na retencję wody, ochronę przeciwpowodziową i odnowienie lub budowę śródlądowych szlaków żeglugowych. Dla rozwoju najmniejszych elektrowni wodnych największą szansą pozostaje wciąż zagospodarowywanie istniejących piętrzeń i odzysk energii rozpraszanej w przemysłowych i komunalnych instalacjach wodnych.

Zmiany klimatyczne oraz od dawna zapowiadane złowrogie skutki tych zmian w postaci okresów suszy, nawalnych powodzi i innych groźnych zjawisk meteo- i hydrologicznych są już widoczne dla każdego. Także w naszym regionie. Nawet gdyby zmiany te wynikały z naturalnego cyklu, to stan taki będzie się zapewne pogłębiać i utrzymywać przez czas nie krótszy niż 100 do 200 lat. W przewidywalnym czasie nie zniknie zatem potrzeba zwiększania retencji i ochrony przeciwpowodziowej. Oznacza to również konieczność budowy wielozadaniowych zbiorników wodnych. Dlatego można żywić nadzieję, że obecna determinacja Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej nie zniknie nawet wówczas, gdyby z biegiem lat polska gospodarka wodna miała znaleźć się znowu w innych strukturach organizacyjnych.

Z drugiej strony, chociaż naprawdę trudno jest ocenić jak wielki jest wkład czynników antropogenicznych w globalne ocieplenie, to panuje uzasadnione przekonanie, że wkład ten jest ważący dla procesu i ludzkość powinna uczynić wszystko, co w jej mocy, by go ograniczyć. Polityka Unii Europejskiej jest w tej sprawie jednoznaczna. Jako niezbędne środki wskazuje się przede wszystkim dekarbonizację gospodarki, zastępowanie źródeł energii użytecznej opartych o paliwa kopalne przez bezemisyjne lub niskoemisyjne źródła energii odnawialnej oraz globalne zmniejszenie zużycia energii – również poprzez szersze wykorzystanie transportu wodnego. Należy zwrócić uwagę, że wszystkie te środki – o ile wprowadzane są w sposób racjonalny – sprzyjają jednocześnie zwiększeniu długoterminowego bezpieczeństwa energetycznego. Jak wiadomo, celem wdrożenia wskazanych działań Unia wprowadziła szereg regulacji i działań pomocniczych, w tym cele indykatywne dotyczące udziału energii z OZE w bilansie energetycznym krajów członkowskich i opłaty za emisję CO2. Te ostatnie powinny m.in. zwiększyć konkurencyjność bezemisyjnych i niskoemisyjnych źródeł energii wobec źródeł konwencjonalnych (zwłaszcza elektrowni węglowych). Nie ma wątpliwości, że zarówno cele indykatywne, jak i opłaty za emisje będą podwyższane. Już dziś opłaty za emisję CO2 są mocno krytykowane, jako zbyt niskie.

Właśnie potrzeba zapewnienia mocy regulacyjnej dla operatora sieci może stać się podstawową szansą dla rozwoju polskiej energetyki wodnej. Tak odpowiadano na podobne pytania przynajmniej od lat 60. ubiegłego wieku. Szczególnie atrakcyjna przyszłość może otworzyć się przed elektrowniami szczytowo-pompowymi, których budowa z reguły jest obwarowana mniejszą liczbą ograniczeń środowiskowych niż budowa klasycznych elektrowni zbiornikowych oraz kaskad rzecznych. Wznowienie programu budowy elektrowni pompowych dzisiaj będzie jednak działaniem spóźnionym o około 40 lat. Trzeba będzie za to płacić cenę w postaci niedoboru własnych mocy regulacyjnych przez długi czas, a także za lukę pokoleniową w rozwoju kadry inżynierskiej. Lecz cena za dalsze zaniechania będzie jeszcze wyższa.

Jakim przesłaniem podsumowałby Pan obrady tegorocznej konferencji?

Bezpośrednio przed zamknięciem obrad głos zabrał prezes honorowy Towarzystwa Elektrowni Wodnych, Stanisław Lewandowski, który podzielił się z zebranymi swoimi refleksjami. Postaram się krótko streścić tę wypowiedź, gdyż zawiera ona zasadniczą część odpowiedzi na to pytanie.

Prezes Lewandowski zwrócił uwagę na potrzebę większego zaangażowania środowiska hydroenergetyków w ochronę klimatu. Zaangażowanie to jest wyraźnie widoczne na poziomie Międzynarodowego Stowarzyszenia Hydroenergetycznego (IHA) i innych organizacji międzynarodowych, lecz potrzeba zaangażowania także na szczeblu krajowym. Zwrócił uwagę na potrzebę „aktywnej działalności prowadzącej do przystosowania technicznego elektrowni wodnych do zwiększenia elastyczności sektora wytwarzania poprzez świadczenie usług regulacyjnych i magazynowania energii oraz wdrożenia dynamicznego sterowania retencją wody w zbiornikach przyelektrownianych”. Odnosząc się do ćwierćwiecza, jakie upłynęło między apelem 12-letniej Kanadyjki o działania w sprawie ochrony klimatu podczas szczytu klimatycznego w Rio de Janeiro w roku 1992, a wypowiedzią kilkunastoletniej Grety Thunberg podczas tegorocznego szczytu klimatycznego ONZ w Nowym Jorku, stwierdził, że w tym czasie uczyniono zdecydowanie zbyt mało. Szczególnie zwrócił na budowę retencji wodnej, na którą to w naszym kraju zawsze brakowało pieniędzy. Wskazał także na wątpliwe argumenty środowisk proekologicznych zarzucających energetyce wodnej działania przeciw środowisku naturalnemu, w tym „betonowanie rzek” i odpowiedzialność za przerywanie ciągłości biologicznej rzek - mimo, że tylko 20 % zapór jest wykorzystywanych energetycznie. Pozwolę sobie zacytować 3 ostatnie zdania.

„Walcząc o czyste powietrze, o zahamowanie niekorzystnych zmian klimatycznych, musimy wygrać walkę o wodę i energię i w końcu połączyć wysiłki gospodarki wodnej i hydroenergetyki. Energetyka wodna powinna być klamrą spinającą system gospodarowania wodami z systemem wytwarzania czystej energii. Tylko od nas i naszej argumentacji będzie zależeć, czy osiągniemy ten cel i znajdziemy się po tej dobrej stronie walki o zahamowanie niekorzystnych zmian klimatycznych”.

Od siebie mogę dodać niewiele. Powiem jednak, że jest niedobrze, kiedy w działaniach prośrodowiskowych priorytety lokalne wyraźnie dominują nad priorytetami globalnymi. Może to doprowadzić do sytuacji, w której wszyscy możemy utracić obszary chronione i ich zasoby biologiczne z powodu zaniechania niezbędnych działań. Jestem też przekonany, że prędzej, czy później decydenci w Polsce i innych krajach regionu dojdą do wniosku, że dbałość o gospodarkę i energetykę wodną jest jednym z warunków należytego rozwoju kraju. Lepiej, żeby stało się to wcześniej, gdyż tym sposobem unikniemy dodatkowych kosztów i strat.

I już zupełnie na koniec. Wszelkie decyzje dotyczące strategicznych sektorów gospodarki – a do takich należy zaliczyć zarówno energetykę, jak i gospodarkę wodną – muszą być podejmowane z myślą o perspektywie długofalowej, z dbałością o ciągłość rozwoju szeroko rozumianego otoczenia obejmującego nie tylko dostawców najróżniejszych usług i wyposażenia, ale także ośrodki badawcze i badawczo-rozwojowe oraz uczelnie wraz z ich zapleczem laboratoryjnym. Działania niekonsekwentne prowadzą do marnotrawienia wieloletniego wysiłku i degradacji krajowego potencjału kadrowego i technicznego.

Dziękuję za rozmowę.