Wywiady

Powrót
08.01.2014

Współpraca ze światem nauki to element kultury firmy

Rozmowa z prof. dr. hab. Janem Majewskim

Współpraca z uczelniami, naukowcami powinna być elementem kultury firmy. Na to, by do tej kultury weszła, potrzeba czasu, nawet kilku lat. Wymaga to zrozumienia i ze strony kadry zarządzającej, i ze strony pracowników.

prof. Jerzy Majewski

Panie Profesorze, w redakcji Acta Energetica mówi się o Panu „nasz ojciec chrzestny”. To Pan wymyślił kwartalnik…

Pismo było moim pomysłem. Współpracując z Energą, mając też wieloletnie doświadczenia akademickie, także te w pracy z doktorantami, czułem, że potrzebna jest platforma, która będzie przyciągać nowe koncepcje i dawać możliwość wymiany myśli. Naukę wzbogacają zarówno ci, którzy zajmują się pracą badawczą na uczelniach, jak i ci, którzy pracując w firmach, tworzą nowatorskie rozwiązania. Tu mamy sytuację idealną: bardzo dobrą uczelnię techniczną – Politechnikę Gdańską, oraz silną, innowacyjną firmę – Energę. Moim zdaniem, potrzebne było zacieśnienie kontaktów między tymi ośrodkami. Podzieliłem się więc swoim pomysłem z kilkoma osobami z kierownictwa spółki.

Podchwyciły pomysł?

Nie od razu. Pojawiły się oczywiście pytania, które w takich sytuacjach muszą się pojawić: Po co? Jakie będą koszty takiego projektu? Jakie będą korzyści? Dyskutowaliśmy i z tych dyskusji wyłaniała się coraz pełniejsza koncepcja pisma naukowego. Już nie było mowy o tym, czy je tworzyć. Rozmawialiśmy raczej o tym, jaki ma być jego kształt, kogo zaprosić do współpracy i tak dalej. Patrząc dzisiaj na Acta Energetica widzę pismo, które już okrzepło, ma dobrą strategię rozwoju, jest otwarte na nowe pomysły i – co ważne przede wszystkim dla młodych naukowców – publikacja w nim daje punkty naukowe.

Kwartalnik Acta Energetica wydaje się być idealnym przykładem powiązania biznesu z nauką. O współpracy tych dwóch światów wiele się mówi, ale czy jest ona faktem, czy pozostaje raczej w sferze deklaratywnej?

Współpraca z uczelniami, naukowcami powinna być elementem kultury firmy. Na to, by do tej kultury weszła, potrzeba czasu, nawet kilku lat. Wymaga to zrozumienia i ze strony kadry zarządzającej, i ze strony pracowników. W wielu polskich firmach tak się już dzieje, a Energa też idzie w tym kierunku. Dziś warunkiem powodzenia w biznesie jest innowacyjność, a ta rodzi się we współpracy z ludźmi nauki, ze wspólnego tworzenia nowych koncepcji. To nieprawda, że naukowcy żyją w jakimś własnym świecie, w oderwaniu od biznesowej rzeczywistości. Potrzebne są tylko fora ułatwiające współpracę, wymianę myśli. Właśnie takie jak Acta Energetica.

Czy, patrząc z perspektywy Pana wieloletnich doświadczeń i obserwacji, widać różnicę w sytuacji młodych naukowców 20-30 lat temu i dziś?

Dziś rozpoczynający karierę naukową mają praktycznie nieograniczony dostęp do różnorodnych źródeł i możliwość kontaktów międzynarodowych. Szybko zapominamy, że kiedyś tak nie było. Nie chodzi tylko o nowe technologie komunikacyjne – komputery, internet, maile, smartfony, ale również, a może i przede wszystkim, o wolność, brak cenzury, swobodę wyjazdów. Swoboda w dostępnie i wykorzystaniu informacji to wielka wartość. Przed 1989 rokiem nie raz byłem świadkiem załamywania się karier naukowych z powodów politycznych. Na szczęście takie sytuacje to już przeszłość. Jedno nie do końca się jednak zmieniło. Młody naukowiec wchodzi często nie tylko w nowy etap życia zawodowego, ale także prywatnego, rodzinnego. Zakłada rodzinę, na świat przychodzą dzieci. Musi więc na tę rodzinę zarobić. Pieniądze z pracy naukowej nie wystarczają. Nadrabia więc dydaktyką albo chałturniczymi zleceniami badań czy analiz. Może się okazać, że w pogoni za godnym życiem, nie wystarcza czasu na solidną pracę naukową. Trzeba na to bardzo uważać. Marzy mi się sytuacja, w której młody człowiek, który chce się poświęcić nauce, nie musi martwić się o finanse na godne życie.

W 2014 r. będzie Pan obchodził 45-lecie pracy naukowej. Pokolenia Pana wychowanków mówią o „Majewszczyźnie”. Czy może nam Pan Profesor wyjaśnić, co to takiego?

Podstawą mojej pracy był zespół, który tworzyliśmy ze współpracownikami, doktorantami, studentami. Praca nie była tylko pracą. To były obozy adaptacyjne dla studentów, kajaki, gra w  brydża i towarzyszące takim spotkaniom dyskusje, które otwierały nas na wiedzę i nowe koncepcje. To właśnie chyba ta „Majewszczyzna”. I jeszcze jedno – zasada, która obowiązywała na moich seminariach doktoranckich, czyli zakaz chwalenia i równocześnie nakaz „nielitościwego prania”, to znaczy bezlitosnej, krytycznej oceny wypowiedzi referenta. Uczestnicy wiedzieli, po co to robimy, po to aby podnieść jakość wywodu. Wprowadziłem też próbne obrony doktorskie, podczas których był obowiązek ostrej krytyki doktoranta. Doktoranci wiedzieli, po co to robimy, ale najbardziej doceniali to, kiedy byli już po prawdziwej obronie doktoratu. To był sposób na wyłapanie i eliminację błędów oraz na doskonalenie obrony własnych racji. Sposób chyba dobry, bo – z tego, co wiem – kontynuowany przez moich następców.

Panie Profesorze, dziękuję za rozmowę i proszę przyjąć serdeczne jubileuszowe gratulacje.

Anna Fibak

Redaktor językowy Acta Energetica